Wiem, w Warszawie jest -7 stopni, pada śnieg i zamarzają pociągi. A w Faro + 15 świeci słonce i tylko czasami pada deszcz i wieje. Myślicie "nie dobijaj nas"... Ale teraz wyobraźcie sobie brak ogrzewania w swoich domach i ze jak wracacie do nich nie ma opcji żeby od razu ściągnąć buty i kurtkę... No własnie. Dla Portugalczyków zima to czas przejściowy, takie o 4 miesiące, które jakoś trzeba przetrwać miedzy jednym upalnym latem a następnym. Instalowanie ogrzewania, kupowanie grzejników nie opłaca się skoro przez pozostałe 8 miesięcy nie będą one potrzebne. Portugalczycy martwią się bardziej o to, ze będzie im za gorąco i są w stanie wydać dużo pieniędzy na klimatyzacje czy kupno wentylatorów. Bo przecież jak to Nuno mówi: jak jest ci zimno to możesz coś na siebie założyć a jak jest ci za gorąco to nawet jak będziesz nago będzie ci wciąż gorąco. I własnie dlatego gotowanie i jedzenie w kurtkach, to codzienność.
Nuno pochodzi z Monchique - najwyżej położonego miasteczka w regionie Algarve. Monchique, biorąc pod uwagę warunki metrologiczne w tym regionie, jest jak Suwałki w Polsce - biegun zimna. Zdarzały się tu opady śniegu co na południu Portugalii jest abstrakcja. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy spędzając weekend w domu rodziców Nuno, ubrana już we wszystkie cieple ubrania jakie miałam w tym dwie pary rękawiczek i czapkę - będąc W DOMU!- zauważyłam, ze mimo tego zimna - termometr wskazywał 3 stopnie - drzwi pozostawały otwarte, bo ważniejsze jest świeże powietrze. Zapytałam wtedy Nuno czy gdyby spadł śnieg drzwi nadal zostawiliby otwarte, powiedział, ze pewnie tak. Ale taki maja zwyczaj na wsi i już.
Oczywiście narzekam bo taka natura Polaków i mimo, ze każdego ranka walczę żeby wyjść z cieplutkiego łózka to i tak ciesze się ze nie muszę zamarzać w PKP. Polsko... "sorry, mamy taki klimat...." i zapraszamy do Portugalii :)
22.01.2014 - Faro.
28.02.2013 - Monchique.

















































